Rumunia – z czym to się je?

Rok później pojechałem do Rumunii naprawdę, ale to „naprawdę” było powtórzeniem tego starego snu, tamtej nadgranicznej halucynacji, i tak naprawdę trwa to do dzisiaj i kolejne stemple w paszporcie niczego nie zmieniają, bo nie da się ostemplować majaków, które są większe i trwalsze niż wszystkie granice razem wzięte.

„Jadąc do Babadag”, Andrzej Stasiuk

Jak zacząć swoją podróż po Rumunii? Każdy kto był miał pewnie swój sposób. Mój sprowadził się do zakupienia przewodnika Wydawnictwa ExpressMap. Wersja dwa w jednym, wraz z laminowaną mapą samochodową całej Rumunii i Mołdawii. Jak to zwykle na etapie planowania bywa wieczory spędzone na jeżdżeniu palcem po mapie ciągnęły się w nieskończoność. Czytanie opisów ciekawych miejsc do odwiedzenia spowodowało, że przekraczając granicę rumuńsko – węgierską czułem się, jak bym tu już był przynajmniej kilka razy w życiu. Powstały plan zakładał przejechanie przez dużą część Rumunii od Maramureszu i Bukoviny na północy po Morze Czarne na południowym wschodzie.

Wiele osób stukało się w głowę, gdy słyszało jaki kierunek obrałem na wakacyjny trip. Jednak po prześledzeniu kilku wpisów na różnych blogach Rumunia przestała się mi jawić jako dziki kraj. Jedyna tak na prawdę niebezpieczna sytuacja jaka nas spotkała miała miejsce na granicy od razu po wjechaniu do Rumunii, kiedy to po zatrzymaniu pod sklepem gdzie mieliśmy kupić winietę, do auta podbiegła grupka dzieci chcących od nas pieniądze. Myślałem, że dobiorą się do auta i chwycą za klamki. Ale po wymianie zdań i znaczących gestach uciekły. Od tej pory przez dwa tygodnie spędzone w Rumunii odczuliśmy tylko otwartość mieszkańców.

Po trzech miesiącach od powrotu z wyjazdu doszedłem do wniosku, że Rumunia to istny kraj kontrastów. Widać je na każdym kroku. Od luksusowych samochodów jeżdżących po drogach pomiędzy wozami z końmi, od bloków w środku gór, po urokliwe i piękne miasta i miasteczka, w których widać dużo biedy.
DSC_0517
Według mnie to zdjęcie z Bukaresztu najlepiej opisuje rumuńskie skrajności

Lokalsi, o ile tak można nazwać kolokwialnie Rumunów są bardzo otwarci dla przybyszów z zewnątrz. Mimo to na każdym kroku widać podkreślenie ich narodowości. W wielu miejscach wiszą rumuńskie flagi, w mniejszych miejscowościach nawet na co dzień starsze kobiety chodzą w strojach regionalnych, a cerkwie pękają w szwach od wiernych.
DSC01600
Flaga Rumunii na dzwonie przy Monastyrze na Przełęczy Przysłop

Przez to wszystko w Rumunii można poczuć się jak w jednym wielkim skansenie. Ilość zabytków, z różnych okresów w dziejach Europy i kraju, piękne widoki oraz osobliwości przyrody i architektury na skalę światową tylko potęgują to uczucie z każdym krokiem, który stawiamy na rumuńskiej ziemi. Aż chce się tam wracać po więcej i więcej…
DSC01722
W drodze na Giumalau

DSC01586
Góry Retezat

DSC01518
Jedna z pierwszych cerkwi na jaką trafiliśmy

DSC01846
Średniowieczne ruiny nad brzegiem Morza Czarnego

DSC_0491
Constanta (Konstanca) – plaża nad Morzem Czarnym

DSC_0512
Ścisłe centrum Bukaresztu

DSC_0576
Droga setek zakrętów – Trasa Transfogaraska

DSC02073
Na ulicy w Sighisoarze (Segieszowie)

Pozostałe wpisy dotyczące Rumunii:
Urlop inny niż…
Góry, górki i pagórki, czyli na rumuńskich szlakach
Stare ale jare, czyli o rumuńskich zabytkach
Rumuńskie osobliwości

Reklamy

4 uwagi do wpisu “Rumunia – z czym to się je?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s