Góry, górki i pagórki, czyli na rumuńskich szlakach

Rumunia to zdecydowanie kraj dla górołazów. 70% powierzchni stanowią tu obszary położone powyżej 300m n.p.m. z czego 31% to góry. Wszystkie rumuńskie pasma górskie należą do Karpat, wśród których można wyróżnić: Góry Zachodniorumuńskie, Karpaty Wschodnie i Karpaty Południowe.

Góry Rodniańskie

Podczas naszej podróży na pierwszy ogień zgodnie z planem poszły Góry Rodniańskie, stanowiące część Karpat Wschodnich. Ich najwyższym szczytem jest Pietrosul (2303m n.p.m.). Bazą wypadową stała się miejscowość Borsa położona u stóp gór przy drodze krajowej numer 18 prowadzącej z Syhotu Marmaroskiego do Vatra Dornei. Wieczorem przybijamy do „portu” na jedyny w mieście camping usytuowany przy samym szlaku na Pietrosul. Pani prowadząca pole namiotowe jest bardzo sympatyczna i choć niewiele tu miejsca (dosłownie na kilka namiotów) międzynarodowa atmosfera jest bardzo sympatyczna. Kolejnego dnia rano wstajemy dość wcześnie, choć pogoda nie zachęca. Deszcz pada od czasu do czasu, jest zimno i nieprzyjemnie. Jednak albo dzisiaj albo nigdy. Wyruszamy na Pietrosul.

Początek szlaku wiedzie wśród zabudowań Borsy asfaltową drogą, która po około 1,5 kilometra przeradza się w szutrówkę. Góry są w chmurach, także nawet nie wiemy jak wyglądają. Im wyżej podchodzimy tym ścieżka staje się węższa, aż w końcu przeradza się w normalny górski szlak bardzo podobny do tych znanych nam z polskich Tatr. Za plecami mimo nisko wiszących chmur rozpościera się widok na Góry Maramureskie, które objęte są Parkiem Narodowym.
DSC01563
Na horyzoncie Góry Maramureskie

Po około godzenie marszu docieramy do obserwatorium meteorologicznego oraz schroniska. Tu należy wspomnieć, że większość schronisk w Rumunii nie wygląda jak u nas. Nie ma bufetu z ciepłymi posiłkami i piwem, ani żadnych wygód. Po prostu przychodzisz, pakujesz się w swój śpiwór, a jak chcesz coś zjeść to ugotować musisz na swoim palniku i gazie. Tu robimy chwilę przerwy na łyk ciepłej herbaty. W dolinie, którą wiedzie dalsza część szlaku wiatr hula tak, że chce urwać łeb.
DSC01567
Stacja meteorologiczna

DSC01569
Widok w głąb doliny, w stronę szczytu Pietrosul, najwyższego w Górach Rodniańskich

Dalsza droga wiedzie kamiennym chodnikiem wznosząc się ciągle do góry po zboczach okalających dolinę. Niespiesznie pniemy się z każdym metrem ku szczytowi. Gdyby nie wiatr i przeszywające zimno wycieczka byłaby na prawdę przyjemna. Mimo słabej pogody ludzi jest od groma, co ma związek z długim weekendem 15 sierpnia, który w Rumunii również jest wolny od pracy. Co chwilę mijamy kogoś idącego do góry lub w dół. Po około godzinie niezbyt męczącego podejścia docieramy na Pietrosul na wysokość 2303m n.p.m. Na szczycie znajduje się kamienny schron w niezbyt dobrym stanie. Niestety mgła ogranicza zdecydowanie widoczność czego spodziewaliśmy się już na dole. Mimo wszystko pierwszy szczyt w Rumunii został zaliczony 🙂
DSC01572
Widok na dolinę ze szlaku na Pietrosul

DSC01580
Na szczycie

DSC01582
Schron na szczycie Pietrosul

Gdy zaczęliśmy schodzić pogoda nieco się poprawiła, dzięki czemu odsłoniło się ciut więcej widoków. W pewnym momencie Mig chciała nawet wracać na szczyt ale skutecznie zaoponowałem 😉
DSC01586

DSC01587
Szlak, którym się poruszaliśmy

DSC01588
W dole Borsa, takie trochę rumuńskie Zakopane

Zejście ze szczytu zajmuje około 3-4 godzin. Jednak podobnie jak podejście nie nastręcza większych problemów. Na dole, przy wejściu do Parku Narodowego kupujemy w food trakowej budce zimne rumuńskie piwo.

Gdybym miał porównać Góry Rodniańskie do którychkolwiek innych to na pewno do naszych Tatr. Podobny krajobraz, podobna charakterystyka szlaków, podobne podejścia i… ten niezapomniany klimat 🙂 Aż szkoda, że w kolejny dzień pogoda nie dopisała i zmusiła nas do dalszej podróży na wschód Rumunii, gdyż mieliśmy w planach jeszcze jeden szlak w Górach Rodniańskich. Ale co się odwlecze…

Masyw Rarau – Giumalau

Będąc na rumuńskiej Bukovinie nie można nie odwiedzić Masywu Rarau – Giumalau. Dwa pasma górskie go tworzące stanowią o niezwykłości tego miejsca, a Rezerwat „Pietrele Doamnei” – „Skały Księżniczki” są osobliwością samą w sobie. Masyw zbudowany jest głównie z łupków krystalicznych ale występują tutaj również wapienie i dolomity.
DSC01717
Pasmo Giumalau

DSC01718
Pasmo Rarau

Aby rozpocząć swoją wycieczkę na Giumalau (1857m n.p.m.) należy podjechać samochodem drogą numer 175B prowadzącą z Pojoraty do Chiril. Tym bardziej warto nią przejechać, że stanowi namiastkę Trasy Transfogaraskiej. Droga 175B ma nową, wyremontowaną nawierzchnię i poprowadzona jest zboczami masywu Rarau z kilkoma ostrymi zakrętami, a jednocześnie jest piękna widokowo. Przy wejściu na szlak znajduje się spora zatoczka na kilkanaście samochodów, gdzie można bez problemu zostawić auto. Następnie kierujemy się za znakami czerwonymi pionowego paska szeroką leśną ścieżką wśród lasów Giumalau. Tu musimy chwilę zaczekać gdyż naszą drogę przecina ogromne stado owiec. Nie chcąc denerwować zwierząt, a tym bardziej pasterskich psów kręcących się wokół wolimy zrobić przerwę. Po kilku minutach ruszamy dalej, by po chwili wyjść w miejsce gdzie szlak skręca w lewo, a po prawej rozpościera się piękny widok na okoliczne góry.
DSC01722

Dalsza droga na szczyt wiedzie wśród lasów, by następnie przeistoczyć się w wąską górską ścieżkę biegnącą między kosówkami. Do szczytu docieramy po niecałych dwóch godzinach. Pogoda dopisuje, przez co widoki są nieziemskie. Widać stąd całe Pasmo Giumalau, Pasmo Rarau, Góry Rodniańskie i Maramureskie oraz Góry Calimani. Choć na piku wieje, zostajemy tu przez ponad godzinę delektując się ciepłymi promieniami słońca.
DSC01724
Tabliczka szczytowa

DSC01725
Duży murowany krzyż na szczycie Giumalau

DSC01727
My na szczycie

DSC01730
Masyw Rarau

DSC01731

DSC01740
Szczyt Giumalau widziany z Rezerwatu „Pietrele Doamnei”

Zejście ze szczytu zajmuje nam nieco ponad godzinę, przez co mamy jeszcze czas żeby odwiedzić drugi z okolicznych masywów, czyli Rarau. Podjeżdżamy autem pod hotel usytuowany u stóp rezerwatu „Pierele Doamnei” – „Skały Księżniczki”. Jak głosi legenda na jednym ze szczytów wyglądających jak włoskie Tri Cime ukrywała się księżniczka. Rezerwat jest osobliwy,a całe jego obejście zajmuje półtorej godziny. Niezwykłe formy skalne, strzeliste iglice oraz formy krasowe sprawiają wrażenie jakbyśmy cofnęli się tysiące lat. Tylko rzesze odwiedzających rezerwat turystów niestety nie gwarantują spokoju. Cały rezerwat możemy obejść za niebieskimi znakami pionowego paska, łącznie z wejściem na szczyt jednej ze skalnych iglic. Przy wejściu na nią trzeba się trochę powspinać używając zamontowanych łańcuchów lub skał obok nich. Rejon rezerwatu jest także genialnym rejonem wspinaczkowym. 50 wspinaczkowych dróg oferuje wspinanie w trudnościach od 5 do 10- (topo rejonu: http://www.fralpinism.ro/topo/TOPO_Rarau.pdf).

DSC01745

DSC01749

DSC01755

DSC01758
Szczyt Rarau

Masyw Rarau – Giumalau jest niezwykle urokliwym miejscem, doskonałym na wycieczki z dziećmi. Samo Giumalau przypomina bieszczadzkie połoniny, a widok z niego jest niezapomniany. Z kolei Rarau z Rezerwatem „Pietrele Doamnei” jest swoistym „must be” każdego górołaza będącego w Rumunii

Góry Bucegi

Po kilku dniach spędzonych na zwiedzaniu Delty Dunaju, zabytków nad Morzem Czarnym i Bukaresztu wracamy w góry. Za cel obieramy niezwykłe pasmo górskie położone w południowej części Wyżyny Transylwańskiej – Bucegi (Muntii Bucegi). Naszą bazą wypadową staje się miejscowość Busteni położona u stóp gór. Niewielkie malowniczo położone miasteczko tętni życiem jak polskie Zakopane, czy Szklarska Poręba.
DSC01878
Widok na Crucea Caraiman – potężny krzyż upamiętniający poległych w I Wojnie Światowej – z Busteni

Nasze pierwsze wyjście w Bucegi nie kończy się zbyt dobrze. Planujemy dojście do płaskowyżu znajdującego się na wyskości 2000m n.p.m. wzdłuż kolejki linowej. Szlak jest bardzo wymagający kondycyjnie. Cały czas pnie się ostro w górę, by na odcinku 3-4 kilometrów zrobić przewyższenie ponad 1000 metrów. Niestety w 2/3 drogi dopada mnie gorączka i postanawiamy tego dnia odpuścić. Po wieczornym wygrzaniu się w ciepłym śpiworze następnego dnia postanawiamy, że na płaskowyż wydostaniemy się za pomocą kolejki aby drugi raz nie tracić niepotrzebnie sił. Kolejka wyjeżdża praktycznie z centrum Busteni wprost do schroniska Babele znajdującego się na wysokości 2206m n.p.m. Płaskowyż, który się tu znajduje ciągnie się kilometrami i tworzy niezwykły krajobraz rzadko spotykany w europejskich górach. Nie dziwię się, że jest on objęty ścisłą ochroną Parku Narodowego o powierzchni prawie 19 000 hektarów. Schronisko do którego dochodzimy po 5 minutach od wyjścia z kolejki jest typowo murowanym budynkiem jakich wiele w górach.
DSC01880
Schronisko Babele

Pogoda jest idealna na wycieczkę. Pijemy łyk ciepłej herbaty i ruszamy szlakiem w kierunku Omu (2505m n.p.m.), najwyższego szczytu Bucegów. Po drodze mijamy niezwykłe formy skalne, które są prawnie chronione – Babele i Sfinks. Ewidentnie widać tu działalność wiatru i deszczu, dzięki którym erozja objawiła tu swoje artystyczne możliwości.
DSC01883
Na pierwszym planie Babele, na drugim Sfinks

Szlak wiedzie dalej ogromnym płaskowyżem z niezwykłymi wysokogórskimi łąkami. Przewyższenia są niewielkie, gdyż cały czas przemieszczamy się na wysokości około 2200m n.p.m. Idzie się przyjemnie, a pogoda dopisuje idealnie.
DSC01884

DSC01885
Ciągnący się w każdą stronę płaskowyż

Po drodze mijamy kilka szczytów, z których każdy wznosi się przynajmniej na 2400m n.p.m. Po dojściu w okolice szczytu Coltii Obirsiei mamy do wyboru dwa warianty szlaku. Drogą, która z naszej perspektywy nie idzie tam gdzie trzeba i zejście na moje oko jedynkowym kominkiem do doskonale widocznej na dole ścieżki. Wybieramy drugą opcję.
DSC01886
Szczyt Coltii Obirsiei

Kominek ma kilkadziesiąt metrów wysokości. Płynie w nim woda, a skała jest śliska. Czujnie schodzimy nim w dół. Na szczęście bez większych problemów meldujemy się po kilku minutach na ścieżce, która jak się okazuje łączy w tym miejscu wszystkie warianty dojścia. No ale bez przygody nie ma zabawy, czy tam odwrotnie jak kto woli 😉 Stąd rozpościera się piękny widok na Omu, schronisko pod szczytem oraz na okoliczne doliny.
DSC01888
Ocolit (2503) oraz schronisko pod szczytem Omu

Po około dwóch godzinach docieramy na szczyt Ocolit (2503m n.p.m.), z którego po kilku minutach focenia dochodzimy do schroniska pod Omu.
DSC01890

Schronisko jest niewielkie. Siadamy na zewnątrz i wyciągamy śniadanie. Gdy tylko zaczęliśmy szeleścić reklamówkami od razu wokół nas pojawiło się stadko psów pasterskich z ich wygłodniałymi oczami. Nie sposób było się od nich opędzić. Część śniadania została pochłonięta przez naszych kudłatych towarzyszy. Niestety pogoda zaczęła się pogarszać. Nadciągnęły chmury, które co chwilę ograniczały widoczność, a jednocześnie tworzyły fantastyczne widowisko.
DSC01896
Schronisko Omu

DSC01900
Widok wgłąb doliny opadającej do Busteni

Po zjedzeniu wspólnie z psami śniadania postanawiamy wracać w stronę Babeli jednak częściowo inną drogą aby przejść przez Szczyt Caraiman, na którego zboczach ustawiony jest ogromny krzyż upamiętniający ofiary I Wojny Światowej. Ruszamy więc z powrotem, tym razem omijając niebezpieczny kominek ścieżką wiodącą dołem. Po drodze kilka ciekawych widoków na doliny opadające z płaskowyżu Bucegów.
DSC01903

DSC01907

Chmurzy się coraz bardziej, a nam zostało jeszcze sporo do przejścia. Przyspieszamy kroku bojąc się zbierającego nad naszymi głowami deszczu. Po około godzinie marszu przechodzimy przez Szczyt Caraiman (2384m n.p.m.) i schodzimy w dół do słynnego krzyża. Jest on murowany i ogromny. Patrząc po ilości ludzi tu idących jest to taki rumuński Giewont.
DSC01909
Crucea Caraiman – Krzyż Caraiman

Tu ponownie chwilę odpoczywamy. Do schroniska Bebele prowadzą stąd dwa szlaki – czerwone lub niebieskie kółko. Wybieramy niebieski szlak, oznaczony na mapie jako niebezpieczny. Jak się okazuje nie ma na nim nic niebezpiecznego, jednak jest bardzo eksponowany, a zimą pewnie nie do przejścia. Prowadzi tędy wąska ścieżka. Widoki zapierają dech w piersiach.
DSC01912

DSC01915

Po dotarciu w okolice Cabany Caraiman (schronisko Caraiman) słyszymy pierwsze grzmoty nadchodzącej burzy. Po naszej prawej stronie aż po horyzont ciągną się ciemne chmury. Ruszamy szybkim marszem do góry w stronę stacji kolejki. Bilet w dwie strony był zdecydowanie bardziej opłacalny niż w jedną, a biorąc pod uwagę nadchodzącą burzę cieszy nas podwójnie. Po około 20 minutach docieramy do stacji kolejki, a po kolejnych 20 zjeżdżamy w silnym wietrze i padającym deszczu w dół.

Góry Bucegi są swoistą osobliwością przyrody. Ich niestandardowy charakter oraz kilka występujących tu rzadkich gatunków roślin i zwierząt powodują, że warto spędzić tu choć jeden dzień aby pospacerować i poznać ten niezwykły świat. Dla mnie bardzo przypominają norweskie płaskowyże ciągnące się kilometrami, gdzie głucha cisza i wiatr dają nieodparte poczucie wolności każdemu, kto choć raz je odwiedził.

Góry Fogaraskie

O Górach Fogaraskich, popularnie zwanych Fogaraszami słyszałem już legendy. Planując wyjazd do Rumunii nie mogło zabraknąć ich w planie podróży. Za bazę wypadową obraliśmy miejscowość Carta na północ od gór, gdzie znajduje się przytulny i bardzo fajny camping. Pierwsze podejście do Fogaraszy nie wyglądało najlepiej. Dzień po dotarciu w te rejony był mglisty i deszczowy. Niemniej jednak chcieliśmy choć poczuć klimat i przejechać się słynną Drogą Transfogaraską czyli drogą krajową DN7C (opis i wrażenia umieszczę w oddzielnym wpisie, gdyż miejsce to na pewno zasługuje na oddzielne potraktowanie). Jednak przez mgłę, która spowiła swoimi szczelnymi ramionami tego poranka fogaraskie pasmo nie byliśmy wstanie wyjechać wyżej niż w okolice Balea Cascada. Ze smutnymi minami pojechaliśmy tego dnia zwiedzać Sybin (Sibiu). Po południu rozpogodziło się i wracając z Sybina zdecydowaliśmy się aby podjechać Drogą Transfogaraską w okolice tunelu i zrobić mały rekonesans oraz plan na kolejny dzień. Następny dzień przyniósł zdecydowaną poprawę pogody. Dlatego też zdecydowaliśmy się spakować cały obóz i ruszyć w nieznane.

Po dotarciu w okolice Lacul Balea zaparkowaliśmy samochód na tyłach schroniska Lacul Balea (niby płatny parking ale gość raz przychodzi, a raz nie). Tego dnia mieliśmy zdobyć Negoiu (2535m n.p.m.), drugi co do wysokości szczyt Fogaraszy, na który prowadzi słynna Strunga Dracului (Czarci Żleb). Pierwszy etap to wydostanie się znad jeziora na główną grań. Przewyższenie nie jest zbyt duże gdyż startujemy już z ponad 2000m n.p.m. Po niecałej godzinie wychodzimy się na grań skąd rozpościerają się piękne, dla nas zupełnie nowe widoki.
DSC01963

Szlak, którym się poruszamy wiedzie ściśle główną granią Fogaraszy. Pogoda dopisuje. Niespiesznie przemierzamy kolejne metry naszej przygody, co chwilę przystając i podziwiając górskie pejzaże.
DSC01968

DSC01970

Co chwilę mijamy wyrastające z głównej grani dwutysięczniki. Kolejno szczyty: Paltinu (2399m n.p.m.), Laita (2397m n.p.m.), Laitel (2390m n.p.m.). W międzyczasie na jednym ze szczytów spotykamy dobrze znane nam mordki 🙂 Monika, Jacek i Paweł jak się okazało akurat tego samego dnia wybrali się na wycieczkę na drugi co do wysokości szczyt Rumunii. Poznani w Buczegach Polacy towarzyszyli nam do końca naszego pobytu w Fogaraszach. Stąd już razem docieramy do urokliwej dolinki, w której położone są dwa schroniska. Jedno z nich nazywa się Caltun. Jednak nie są to nam znane schroniska takie jak w Tatrach czy Beskidach. Bardziej schrony, gdzie można ukryć się przed deszczem, a nocą spokojnie przespać się z dachem nad głową.
DSC01973

DSC01974
Urokliwa dolina z dwoma schroniskami, jedno z nich to żółty punkcik widoczny w lewym dolnym rogu

Stąd już ostro pnącą się do góry ścieżką kierujemy się w stronę Negoiu. Po dotarciu do rozstaju szlaków okazuje się, że słynna Strunga Dracului (Czarci Żleb) jest zamknięty ze względu na jego bardzo zły stan. Zgodnie z tabliczką informacyjną kierujemy się na szczyt za znakiem żółtego krzyża.
DSC01976

Chmury niestety wiszą dość nisko, przez co nie możemy się spodziewać szczególnych widoków ze szczytu. Na szlaku musimy jeszcze pokonać na moje oko jedynkowy kominek, z dość wyślizganymi skałami.
DSC01979
Początek kominka

Po około godzinie docieramy do drugiego co do wysokości szczytu Rumunii – Negoiu (2535m n.p.m.)
DSC01980

DSC01983
Ekipa

DSC01984

Po kilkudziesięciu minutach schodzimy w dół. Podczas zejścia chmury co trochę się przewiewają, przez co odkrywają przed nami niebanalne widoki na okoliczne szczyty i doliny.
DSC01986

DSC01994

DSC01999
Podczas zejścia chmury odsłaniają nam szczyt Negoiu

Dalsze zejście już w promieniach słońca traktujemy jako przyjemny spacer na 2000 metrów. Po dotarciu do auta aby nie tracić aklimatyzacji 😉 postanawiamy zostać na noc w okolicach Balea Lac. Możliwość taką daje nieformalne pole namiotowe na tyłach hotelu za jeziorem. Jest tu rozstawionych kilka namiotów, między innymi również naszych polskich znajomych. Znajdujemy w miarę płaski kawałek trawy i rozstawiamy nasz hotel z milionem gwiazdek. Wieczór spędzamy na gotowaniu i towarzyskim spotkaniu przy piwku 🙂
DSC_0597

DSC_0601

Poranek kolejnego dnia budzi nas pięknym słońcem. Szykujemy śniadanie. W międzyczasie przez nasze obozowisko przelewa się ogromne stado owiec 🙂
DSC_0604

Dzisiejszy dzień postanawiamy spędzić na dość krótkiej ale bardzo treściwej wycieczce na dwutysięczniki okalające dolinę, w której znajduje się Balea Lac. Podejście na główną grań zajmuje nam około 30 minut. Tym razem kierujemy się na wschód. Po kolejnej godzinie docieramy do naszego pierwszego celu jakim jest Buteanu (2503m n.p.m.). Pogoda jest tak piękna, że spędzamy tu sporo czasu focąc.
DSC02006

DSC02009

DSC02011

DSC02018
Ekipa, od lewej: Monika, Paweł, Mig, u dołu: Jacek i ja

Ze szczytu schodzimy tą samą drogą by po około 30 minutach dotrzeć do przełęczy Capra, gdzie rozstajemy się z naszymi towarzyszami. Oni schodzą w dół, ja z Mig idziemy w kierunku zachodnim główną granią aby zdobyć po drodze jeszcze dwa szczyty: Iezerului (2417m n.p.m.) i Paltinu (2399m n.p.m.). Z Paltinu schodzimy już bezpośrednio do Balea Lac do auta, skąd Drogą Transfogaraską zjeżdżamy na camping do Carty.
DSC02028

DSC02029

DSC02030
W dole widoczny kawałek Drogi Transfogaraskiej po południowej stronie tunelu

DSC02033

DSC_0608

Fogarasze to istny górski raj, w którym każdy znajdzie coś dla siebie. Mnogość szlaków o różnej trudności oraz możliwość wspinania dają nieograniczone możliwości w poznawaniu tych gór. Ich po części alpejski charakter oraz główna grań ciągnąca się w większości na ponad 2000m n.p.m. przywołują skojarzenia do tatrzańskich szczytów, choć w mojej ocenie góry te nie są tak spektakularne jak Tatry.

Kanion Turda

Ostatnim górskim miejscem, które odwiedziliśmy w czasie naszej rumuńskiej przygody jest osobliwy Kanion Turda położony 30 kilometrów od drugiego co do wielkości miasta w Rumunii – Kluj Napoki. Miejsce jest niezwykle piękne i osobliwe. Wąwóz ma prawie 3 kilometry długości, a wysokość ścian dochodzi do 300 metrów. Szlaki prowadzą zarówno dnem, którędy płynie górski potok, który kilka razy przekraczamy mostkami w różnym stanie, jak i górą skąd można podziwiać piękne widoki w dół kanionu. Ze względu na ograniczenia czasowe, my przechodzimy tylko szlakiem biegnącym dnem wąwozu. Ze względu na swoje piękne ściany wąwóz jest również rajem dla wspinaczy. Jest tu mnóstwo dróg zarówno typowo sportowych jak i wielowyciągowych. Ni mniej ni więcej, miejsce to robi niesamowite wrażenie 🙂 Topo rejonu można przejrzeć tutaj: http://www.atmarad.ro/cmsmadesimple/uploads/File/topo_zone_de_catarare/CHEILE_TURZII_ATA.pdf
DSC02098

DSC02100

DSC02101
Jeden z uszkodzonych mostków, który pokonujemy po grubych drewnianych balach gdyż deski były uszkodzone

DSC02103

DSC02027

DSC02112
Wąwóz Turda widziany z pobliskiej górki

DSC02114

Rumuńskie góry mimo, że z roku na rok coraz popularniejsze zarówno wśród rodzimych mieszkańców, jak i turytów zagranicznych nadal kryją w sobie wiele dzikości. Bez problemu można znaleźć w nich miejsca ciche i odosobnione a ich bezkres jest oszałamiający. Gdy planowałem wyjazd do Rumunii nie do końca rozumiałem czemu ludzie tak zakochują się w tamtejszych pasmach górskich. Teraz, gdy sam zobaczyłem je na własne oczy zrozumiałem to. I nikomu, kto kocha góry nie trzeba tego tłumaczyć. Po prostu rumuńskie góry są tak piękne, że nie można się w nich nie zakochać. Kiedyś tam wrócę…

Wybierając się do Rumunii warto pamiętać, iż oznakowanie szlaków różni się trochę od naszego. Przede wszystkim Rumuni używają tylko trzech kolorów: niebieskiego, żółtego i czerwonego. W połączeniu z tym, że szlaki oznaczane są krzyżem, kółkiem, pionowym lub poziomym paskiem daje to wiele możliwości kombinacji na co trzeba zwrócić przede wszystkim uwagę na mapie przed wyjściem na szlak.

Więcej zdjęć z rumuńskich szlaków

Pozostałe wpisy dotyczące naszej dwutygodniowej podróży po Rumunii można znaleźć pod poniższymi linkami:

Urlop inny niż…

Rumunia – z czym to się je?

Stare ale jare, czyli o rumuńskich zabytkach
Rumuńskie osobliwości

Reklamy

6 uwag do wpisu “Góry, górki i pagórki, czyli na rumuńskich szlakach

  1. Piękne zdjęcia i super relacja. My byliśmy rok temu w maju, ale w Karpatach po ukraińskiej stronie. I było fanbtastycznie, w Rumunii byliśmy na jednodniowym wypadzie z Solotwiny.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s