W krainie Narrenturmu – Kotlina Kłodzka

Ilekroć wspominam o Dolnym Śląsku na myśl w pierwszej kolejności przychodzi mi Trylogia husycka napisana w latach 2001 – 2006 przez Andrzeja Sapkowskiego. Szczególnym sentymentem dzięki trzem książkom mistrza polskiego fantasy darzę Kotlinę Kłodzką, w której to rejonach rozgrywa się w dużej mierze akcja. Przygody Reinevana są tak żywe, że trudno w dzisiejszych miastach takich jak Ząbkowice Śląskie, Kłodzko, czy Bystrzyca Kłodzka nie odnaleźć opisywanych przez autora miejsc. Pomysł na wyjazd w ten rejon świtał mi w głowie już od dawna. Coroczny pobyt na lądeckim Festiwalu Biegów Górskich ogranicza się zwykle tylko do biegania i nie ma wtedy czasu na zwiedzanie. Dlatego też, w jeden z listopadowych weekendów razem z Mig postanowiliśmy pohasać po górach wokół Kotliny Kłodzkiej.

1. Szczeliniec Wielki
2. Błędne Skały
3. Śnieżnik
4. Jagodna – Góry Bystrzyckie

Baza wypadowa

Miejsce noclegu wybieraliśmy praktycznie w ostatniej chwili ale trafiliśmy jak przysłowiowa „ślepa kura ziarno”. Niewielki pensjonat Jaśminowe Wzgórze położony w Wilkanowie, kilka kilometrów na południe od Bystrzycy Kłodzkiej okazał się strzałem w 10! Dotarliśmy do niego wieczorem w piątek. Całe szczęście, że po skręcie z głównej drogi krajowej nr 33 ustawione są tabliczki, jak do pensjonatu trafić. Inaczej w życiu nie podjeżdżałbym pod sporą górkę, szutrową drogą, tym bardziej po ciemku w nieznanym miejscu. Pensjonat położony jest niedaleko głównej drogi, jednak na tyle od niej oddalony, że nie słychać ruchu samochodów. W jego skład wchodzą dwa duże domy. W jednym z nich zlokalizowane zostały apartamenty, w drugim pokoje gościnne. Nasz skromy budżet pozwalał jedynie na wynajęcie pokoju, co nie zmienia faktu, że warunki tu panujące są doskonałe. Każdy pokój posiada własną łazienkę i telewizor. W środku jest ciepło i przytulnie. Całość wykończona drewnem, a do dyspozycji gości jest w pełni wyposażona kuchnia, z której nie raz korzystaliśmy. Miejsce jest godne polecenia, tym bardziej że właściciel jest też skory do negocjacji ceny.

Góry Stołowe (Szczeliniec Wielki, Błędne Skały)

Szczeliniec Wielki

Sobotni poranek był dla nas bardzo leniwy. Chcieliśmy się jednak gdzieś wybrać, żeby nie tracić całego dnia na zbijanie bąków. Gdzieś, gdzie nie będzie zbyt daleko, ale mimo wszystko poczujemy już jakieś góry. Padło na Góry Stołowe. Z Bystrzycy Kłodzkiej drogą nr 388 biegnącą przez Polanicę Zdrój pojechaliśmy do Karłowa, gdzie rozpoczyna się szlak na najwyższy szczyt Gór Stołowych – Szczeliniec Wielki. Ścieżka powstała w 1814 roku za sprawą Franza Pabla, sołtysa Karłowa, który jako pierwszy został oficjalnie mianowany przewodnikiem sudeckim. Kręty szlak na szczyt składa się z 665 schodów i prawie w całości zabezpieczony jest metalowymi barierkami, aby z niego nie schodzić. Góry Stołowe są niezwykle urokliwe. Mnogość wąskich przejść, przesmyków, osobliwych formacji skalnych tworzy tu niepowtarzalny w skali Polski krajobraz.
DSC03941
Początek szlaku

DSC03942

DSC03946
Jedno z wielu wąskich przejść między skałami

Szlak z Karłowa wyprowadza na szczyt Szczelińca Wielkiego tuż obok schroniska. Schronisko na Szczelińcu Wielkim wybudowano w 1846 roku w stylu tyrolskim. W środku bez problemu znajdziemy coś ciepłego do picia i do jedzenia. Obsługa jest bardzo sympatyczna. Z tarasów widokowych rozpościera się niesamowity widok na okolice Pasterki. Wejście na szczyt zajmuje około 20 – 30 minut i nie stanowi większego problemu. Jedynie w okresie jesienno – zimowym, kiedy kamienne schody mogą być śliskie trzeba uważać.
DSC03958
Schronisko na szczycie Szczelińca Wielkiego

Obok schroniska usytuowana została tablica upamiętniająca wizytę na szczycie Szczelińca Wielkiego amerykańskiego prezydenta Johna Quincy Adamsa z jego słowami, pochodzącymi z listu XXIII z 27 sierpnia 1800 roku:

Ten szereg skał rozciąga się na osiem lub dziewięć mil angielskich. Zaczyna się i kończy tak nagle, że wygląda jak korona na szczycie góry.

Oprócz byłego prezydenta USA na szczycie stanęli również tak znamienici goście jak choćby król pruski Fryderyk Wilhelm II, czy Johann Wolfgang von Goethe.
DSC03959
Widok w kierunku północnym na Policke steny i Broumovske steny

DSC03972
Pasterka

Spod schroniska skierowaliśmy się wzdłuż szlaku biegnącego wierzchowiną Szczelińca Wielkiego, który stanowi jedną z głównych atrakcji Gór Stołowych. Od tego momentu poruszamy się już względnie płaskim terenem, pośród urokliwych i niezwykłych formacji skalnych, z których większość ma swoje nazwy: Kwoka, Mamut (zwany też Małpoludem), Wielbłąd, Głowa księżniczki Emilki, czy Kazalnica. Wycieczka w kierunku drugiego tarasu widokowego, z którego rozpościera się czarujący krajobraz Karłowa oraz okolicznych Białych Skał zajmuje niespełna 30 minut. W trakcie niej, kilkukrotnie musimy przecisnąć się przez wąskie przejścia pomiędzy szczelinieckimi skałami, co daje naprawdę wiele funu.
DSC03979

DSC03980

DSC03983

Po dotarciu do tarasu widok zapiera dech w piersiach. Wschodnie i południowe ściany Szczelińca Wielkiego opadają dużym urwiskiem w dół. Na każdej z tych ścian widać spity służące wspinaczom do pokonywania dróg niedostępnych dla zwykłych turystów. Pogoda tego dnia może nie była najlepsza, ale i tak krajobraz zrobił na nas nie małe wrażenie.
DSC03991
W dole widoczny Karłów, w tle Białe Skały

Z tego miejsca możemy dostać się na drugi taras widokowy przeciskając się wąskim przesmykiem pomiędzy skałami.
DSC03995

Widok z drugiego tarasu jest bardzo podobny do pierwszego. Powrót do głównego szlaku zajmuje jakieś 5 minut. Stąd już pozostaje tylko ścieżka w dół, dzięki której w 30 minut znajdujemy się przy aucie. Po drodze przy głównej ulicy wiodącej do szlaku na Szczelinie Wielki zatrzymujemy się przy stoisku z pamiątkami, przecież nie mogło zabraknąć lodówkowego magnesa na pamiątkę 😉

Błędne Skały

Po zejściu ze Szczelińca Wielkiego pora nie była zbyt późna. Postanowiliśmy odwiedzić jeszcze jedno ze słynnych miejsc Gór Stołowych – Błędne Skały. Obszar ten obejmuje 22 hektary powierzchni, mając w swoim zasięgu niecodzienny zespół formacji skalnych o wysokości wahającej się pomiędzy 6 a 11 metrów. Błędne Skały to nic innego jak labirynt skalny z niezliczoną ilością zaułków, niekiedy tak wąskich że trudno się przecisnąć, które rozcinają bloki skalne. Auto zostawiliśmy na Polanie YMCA (Imka) przy drodze numer 387. Stąd za znakami niebieskimi, po około godzinnym marszu pod górę dotarliśmy do niewielkiego wejścia na teren Błędnych Skał. Latem można prawie pod samo wejście do rezerwatu podjechać samochodem, zimą droga jest jednak zamknięta dla ruchu pojazdów. Pogoda nie napawała optymizmem. Było bardzo mokro, zaczynał padać delikatny śnieg z deszczem. Mimo wszystko zdecydowaliśmy się na choć niewielkie liźnięcie tego niezwykłego miejsca.

Początkowo szlak prowadzi otwartym terenem. Skręcając z głównej ścieżki w lewo możemy dostać się na spory taras widokowy, z którego niestety my nic nie widzieliśmy ze względu na niski pułap chmur. Obok tarasu warto strzelić sobie fotę na wielkim skalnym ślimaku albo wielbłądzie jak kto woli 😉
DSC03997
Mig na ślimako – wielbłądzie

Po kilku chwilach wracamy na główny szlak prowadzący przez Błędne Skały. Od razu można zauważyć, że nie jest to takie samo miejsce jak Szczeliniec. Tu cały czas trzeba uważać pod nogi, co chwilę z podłoża wyrastają jakieś kamienie, do tego mnogość wąskich przejść jest ogromna.  Dobrze, że ktoś kiedyś poprowadził tu szlak, bo legendy o tych co tu zostali na wieki z powodu zagubienia jak dla mnie są prawdziwe i realne. Niektóre wąskie korytarze są tak niewielkie, że z trudnością się przez nie przeciskamy. W wielu miejscach trzeba zdjąć z siebie plecak, inaczej się nie da. Nie zmienia to faktu, że funu mamy co nie miara 🙂
DSC03998

DSC04000

W około połowie drogi postanawiamy jednak zawrócić. Pogoda robi się nieciekawa, ze skał kapie coraz więcej wody, a przeciskanie się mokrymi, wąskimi przesmykami nie należy do przyjemnych w takiej wilgoci. Z „serca” Błędnych Skał wracamy dokładnie tą samą drogą, którą się tu dostaliśmy. Po około godzinie docieramy do auta zaparkowanego na parkingu na Polanie YMCA (Imka).

Kudowa-Zdrój

Zmarznięci i delikatnie przemoczeni, po krótkiej włóczędze wśród Błędnych Skał postanowiliśmy odwiedzić jedno z najbardziej znanych i największych miast Kotliny Kłodzkiej, czyli Kudowę-Zdrój. To historyczne uzdrowisko czaruje swoim urokiem. Niestety ani pora, ani pogoda w naszym wypadku nie pozwoliła na szczegółowe zwiedzenie Kudowy-Zdroju. Auto zaparkowaliśmy na głównej ulicy biegnącej przez miasto, czyli 1 Maja. Od razu zaczęliśmy rozglądać się za jakimś przytulnym miejscem, gdzie chcieliśmy zjeść ciepłą zupę. Dlatego też trafiliśmy do Baru Arja. Może wystrój wnętrza nie zachęca do jedzenia ale zupa faktycznie była smaczna. Zdecydowanie warto polecić tu gorącą miskę prawdziwych, polskich flaków. Z baru udaliśmy się do klimatycznej kawiarenki róg 1 Maja a Moniuszki, gdzie w całkiem przystępnych cenach serwują niezłą kawę, gofry i lody. Mimo krótkiej wizyty w Kudowie-Zdroju chętnie wrócę do tego miasta w innych okolicznościach przyrody, gdyż nawet nie zagłębiając się w jego zakamarki można zauważyć, że ma wiele do zaoferowania jeśli chodzi o zabytki architektoniczne, czy urok parku zdrojowego.

Śnieżnik

Niedziela miała być ładniejsza niż sobota. Dlatego też zdecydowaliśmy, że w tym dniu udamy się na Śnieżnik. Szczyt ten jest najwyższym punktem w Masywie Śnieżnika w Sudetach Wschodnich. Jego wierzchołkiem biegnie granica polsko – czeska. Ostatnia i jedyna jak do tej pory moja wizyta na szczycie Śnieżnika odbyła się ponad 10 lat temu, a jedyne co z niej pamiętam to zgubienie się na wierzchołku i błądzenie we mgle i śnieżycy, aby trafić do Schroniska pod Śnieżnikiem. Tym razem płonni nadziei, że będzie coś widać ruszyliśmy na szczyt. Auto zostawiliśmy w centrum Międzygórza, tak aby po zrobieniu większej pętli móc do niego bez problemu wrócić. Podejście na Śnieżnik nie jest zbyt wymagające i z centrum miasteczka zajmuje nieco ponad dwie godziny. Wybraliśmy najkrótszą, możliwą drogę za znakami czerwonego szlaku. Początkowe pół godziny szliśmy wśród zabudowań Międzygórza Górnego asfaltową ulicą. W miejscu gdzie kończą się zabudowania droga zamienia się w szeroki leśny dukt. Tu też znajduje się parking dla samochodów, do którego bez problemu można dojechać i jest dobrą opcją dla tych, którzy chcą wejść i zejść ze szczytu Śnieżnika w to samo miejsce. Leśna droga nie oferuje na początku zbyt pięknych widoków. Kolejne 20 minut biegnie ona płaskim terenem, wśród borów świerkowych i świerkowo – bukowych. W pewnym momencie szlak odbija w prawo i tu zaczyna się około 10 – 15 minutowe podejście, najbardziej strome na całym szlaku. Po pokonaniu podejścia wydeptaną ścieżką, ponownie wydostajemy się na leśny, szeroki dukt trawersujący zbocza masywu. Tu jednak zmienia się już charakter lasu na typowo świerkowy, a w niewielkich przecinkach pomiędzy drzewami możemy dostrzec pierwsze piękne widoki.
DSC04004
Szeroka droga leśna, którą biegnie czerwony szlak na Śnieżnik

DSC04005
Widok na Sanktuarium „Maria Śnieżna” na Górze Iglicznej, położone nad Międzygórzem, z czerwonego szlaku prowadzącego na Śnieżnik

Po kilku kolejnych minutach szlak ponownie skręca w prawo. Tu droga zamienia się już w wąską ścieżkę pnącą się sukcesywnie, choć niezbyt stromo do góry. Monia wypruła tu do góry, ja niespiesznym tempem podchodziłem podziwiając okoliczne widoki.
DSC04009
Górna część czerwonego szlaku na Śnieżnik

Miejscami ścieżka była oblodzona, a od pewnego momentu pojawił się śnieg. Jednak nocne przymrozki dały o sobie znać. Co prawda mieliśmy ze sobą raki, na wszelki wypadek, ale ich użycie nie było konieczne. Wąską, górską ścieżką po kolejnych 40 minutach docieramy do Hali pod Śnieżnikiem, na której położone jest Schronisko pod Śnieżnikiem na wysokości 1218 metrów n.p.m. Powstało ono na polecenie księżnej Marianny Orańskiej, która w 1869 przejęła tereny w Masywie Śnieżnika i poleciła wybudować tu schronisko. Budowę ukończono w 1871 roku. Jeszcze do początków XXI wieku obiekt nie miał dostępu do prądu. Aktualnie zasilany jest energią elektryczną z elektrowni wodnej wybudowanej specjalnie na potrzeby schroniska. Po wejściu do środka od razu można poczuć prawdziwy schroniskowy klimat. W niedzielę kręciło się tu sporo turystów, ale miejsca było wystarczająco aby spokojnie usiąść i się ogrzać.
DSC04013
Główna sala Schroniska pod Śnieżnikiem

W schronisku spędziliśmy kilka dłuższych chwil. Spokojnie zjedliśmy drugie śniadanie i napiliśmy się ciepłej herbaty. Wreszcie, z nadzieją na widoki (za oknem czasem się przejaśniało) ruszyliśmy na szczyt Śnieżnika. Spod schroniska na wierzchołek masywu biegnie uczęszczany szlak turystyczny w kolorze zielonym. Wejście zajmuje około 20 – 30 minut. Ścieżka cała pokryta była śniegiem przez co miejscami było dość ślisko. Niestety, im bliżej szczytu podchodziliśmy, tym mniej było widać. Po dotarciu do wierzchołka nie zabawiliśmy na nim zbyt długo. Kilka fotek i ucieczka w dół przed mroźnym i nieprzyjemnym wiatrem, który chciał na szczycie urwać głowę. Drugi w moim życiu pobyt na Śnieżniku można uznać za odhaczony, i tylko tyle. Ponownie, nawet nie udało mi się zobaczyć najbliższego otoczenia. Może wreszcie trzeba się tu wybrać latem?
DSC04016
Tabliczka szczytowa

DSC04018

DSC04020
Szczytowe widoki

Ze szczytu Śnieżnika w dość żwawym tempie uciekliśmy do schroniska na ciepłą zupę. Trzeba przyznać, że czeska obsługa zna się na swojej pracy. Jedzenie jest wyborne, ceny w miarę przystępne, a wszystko to serwowane z uśmiechem na ustach. Aż miło wraca się do takich miejsc. Po ogrzaniu się postanowiliśmy z Mig, że zrobimy sobie większą pętlę, aby nie wracać tą samą drogą. Spod schroniska poszliśmy w kierunku północnym za czerwonymi znakami szlaku w kierunku Żmijowca. Szeroka droga, którą biegnie szlak jest zarazem drogą dojazdową do schroniska. Dopiero w okolicach szczytu Żmijowca szlak odbija nieco w lewo i biegnie granią. Wycieczka jest przyjemna, aczkolwiek idzie się nam ciężko. Droga jest bardzo śliska i co rusz zapadamy się po kostki w zamrożonych z wierzchu kałużach. Mimo tego, szlak oferuje sporo atrakcyjnych widoków.

W okolicach Czarnej Góry odbijamy na zielony szlak biegnący w stronę Schroniska „Na Iglicznej” i Sanktuarium „Maria Śnieżna”. Cały czas poruszamy się szerokimi drogami, mocno zniszczonymi przez zwózką ściętych w tym rejonie drzew. Od Czarnej Góry szlak w większości się obniża. Pod stopami mamy coraz mniej śniegu. Kilka kilometrów przed schroniskiem nie ma go już w ogóle. Za to pogoda płata nam figla i rozwiewa się mgła, dzięki czemu możemy spojrzeć choć trochę na tę część Kotliny Kłodzkiej, która do tej pory spowita była w mgielnej pierzynie.
DSC04024
Las w okolicach Góry Igliczna

Po około 2 godzinach spokojnego marszu docieramy na Igliczną. W pierwszej kolejności udajemy się do niewielkiego Sanktuarium „Maria Śnieżna”. Budowę kościoła w tym niezwykłym miejscu rozpoczęto 18 czerwca 1781 roku. Świątynię wznosili przybywający tu pielgrzymi pod nadzorem murarza Andrzeja Jagera oraz cieśli Józefa Knietiga. Kościółek położony jest na samym szczycie góry Igliczna, w niezwykle urokliwym i widokowym miejscu. Udało nam się wejść na chwilę do środka, jednak szanując tutejsze nakazy zrezygnowaliśmy z dalszego zwiedzania, gdyż za kilka minut miało rozpocząć się nabożeństwo,
a w czasie 30 minut przed i po mszy nie wolno zwiedzać świątyni.
DSC04029
Niewielkie Sanktuarium „Maria Śnieżna” na szczycie Iglicznej

O ile Sanktuarium robi naprawdę fajne wrażenie, o tyle Schronisko „Na Iglicznej” zrobiło na nas fatalne wrażenie. Położone jest ono kilkanaście metrów od kościoła. Fakt, że pora może była dość późna, bo po 16 co w listopadowe popołudnie oznacza już zapadające ciemności. Mimo wszystko chcieliśmy wejść do środka, chwilę się ogrzać, zjeść kanapkę i jako zbieracze magnesów lodwókowych kupić kolejny do kolekcji.  W środku paliło się słabe światło, a za barem krzątał się pewien starszy jegomość. Prawdę mówiąc nie mógł nas nie widzieć, a do tego nie mógł nie usłyszeć pociągnięcia za klamkę drzwi wejściowych. Ku naszemu zdziwieniu schronisko zamknięte było na cztery spusty, mimo obecności w środku kogoś z obsługi. Niestety nikt nie raczył nam otworzyć, a my lekko przemarznięci zostaliśmy zmuszeni do wypicia kubka gorącej herbaty i zjedzenia kanapek na dworze. No cóż, wszędzie są różne schroniskowe standardy, nie mnie to oceniać, ale niesmak pozostaje. Czy oby na pewno takie miejsca powinny nazywać się schroniskami? Jedyne co było w stanie wynagrodzić nam tą niedogodność, to niesamowite widoki rozpościerające się z tarasu Schroniska „Na Iglicznej”.
DSC04032
Masyw Śnieżnika w promieniach zachodzącego słońca spod Schroniska „Na Iglicznej”

Powrót do Międzygórza zajął nam około 30 minut. Postanowiliśmy zejść dość stromym, czerwonym szlakiem. Gdy dotarliśmy do miejscowości zapadała już ciemność.

Jagodna – Góry Bystrzyckie

Jagodna, Jagodna, Jagodna… sam nie wiem jak tu zacząć? Gdyby nie rekomendacja Martyny, która poleciła nam odwiedzenie Schroniska Jagodna ze względu na nieprzeciętne jedzenie w schronisku, pewnie byśmy tu nie trafili. W każdym razie w poniedziałek, w dzień wyjazdu z Kotliny Kłodzkiej postanowiliśmy odwiedzić zarówno schronisko jak i sam szczyt Jagodnej, najwyższego wierzchołka Gór Bystrzyckich. Z rana zebraliśmy bety z noclegu i ruszyliśmy z Bystrzycy Kłodzkiej na południe do Długopola. Tu skierowaliśmy się do drogi wojewódzkiej nr. 389, która nazywana jest Autostradą Sudecką. W Poniatowie jeszcze nic nie zapowiadało przygody, którą niewątpliwie przeżyliśmy na tej wąskiej, zniszczonej i krętej drodze. Droga Sudecka nie ma nic wspólnego z autostradą. Nawierzchnia jest bardzo zniszczona, a do tego nocne mrozy i opady śniegu skutecznie tego dnia zrobiły z niej lodowisko. Przemieszczaliśmy się z prędkością 20 km/h, modląc się aby na żadnym z zakrętów nie wypaść w czeluści sporych przepaści po prawej stronie jezdni. Jedno, czego nie można odmówić temu traktowi, to widoki. Jadąc z południa na północ, po prawej stronie co chwila rozpościera się piękny pejzaż na Kotlinę Kłodzką. Po ponad godzinie jazdy „na spinie” udało nam się dotrzeć do Schroniska Jagodna. Auto zaparkowaliśmy pod samym budynkiem (parking, który jest obok zawalony był cały śniegiem). Szybko ubraliśmy buty i ruszyliśmy w kierunku szczytu Jagodnej. Nie wiem, czego spodziewałem się po niewielkich Górach Bystrzyckich ale niebieski szlak na Jagodną trochę mnie rozczarował. Szlak prowadzi cały czas szeroka, leśną, płaską droga. Do szczytu doszliśmy w niecałe 50 minut. Szczytu? No cóż, najwyższego punktu tak naprawdę.
DSC04035
Szlak na Jagodną, najwyższy szczyt Gór Bystrzyckich

Na szczycie znajduje się tablica z wymalowaną sprayem nazwą i wysokością oraz wiatka, w której można pod dachem coś zjeść lub odpocząć.
DSC04036

DSC04037

DSC04038
Widok ze szczytu Jagodnej

Zejście w dół zajęło nam około 40 minut. Jedno co można powiedzieć o Jagodnej, to to, że jest idealnym miejscem do uprawiania narciarstwa biegowego w ziemie. Jest tu kilka szlaków narciarskich o różnej długości i trudności, a ukształtowanie terenu przypomina trochę Izery. Sam szlak jest też bardzo fajną opcją dla ludzi z dziećmi, którzy nie mogą pozwolić sobie na wysokogórskie wycieczki.

Po dotarciu do samochodu postanowiliśmy skosztować dobroci serwowanych w Schronisku Jagodna. I tu nie zawiedliśmy się! Klimat który zastaliśmy w środku, otwartość gospodarza i wystrój znakomicie wpisują się w czarujące położenie tego miejsca. Jako głodomory zamówiliśmy zupę pomidorową oraz dwa dania z tablicy dań o wymyślnych nazwach: Omlet Drwala i Pokusa Leśniczego. Omlet Drwala to ogromny omlet smażony wraz z kawałkami ziemniaków, boczkiem i ziołami, podawany wraz z sosem czosnkowym. Z kolei Pokusa Leśniczego to kasza, podawana z białym serem, cebulą i boczkiem, doprawiana kminkiem i chilli. Wszystkie dania serwowane w schronisku są potrawami autorskimi gospodarza Jagodnej. Trzeba przyznać, że jedzenie, którego tu posmakowaliśmy zwala z nóg, jest pyszne i niepowtarzalne. Prawdą jest też to, że warto odwiedzić Schronisko Jagodna choćby dla samego obiadu. Szczerze – już tęsknię za tymi pysznościami 🙂
DSC04040
Sala główna Schroniska Jagodna

DSC04044

Niestety na tym skończyła się nasza trzydniowa przygoda z Kotliną Kłodzką. Niewątpliwie jest to rejon, w którym można by spędzić dwa tygodnie wakacji, a Kotlina i tak nie odkryła by przed nami wszystkich swoich tajemnic. Przyjdzie czas, żeby tu wrócić…

Więcej zdjęć

Reklamy

2 uwagi do wpisu “W krainie Narrenturmu – Kotlina Kłodzka

  1. O pysznościami ze schroniska na Jagodnej słyszę już nie pierwszy raz. Co do sanktuarium i schroniska Iglicznej, sama ilość zakazów zaserwowana na płocie odstrasza. Czasem w komplecie stoi naburmuszone babsko z identyfikatorem, który daje władzę i dzięki któremu widocznie może czepiać się turystów dosłownie o wszystko. Nawet o psa na smyczy poza terenem sanktuarium lub o malutkie dzieci, które głośno ekscytują sie widokami, czy jedzą. Miejsce zatem mało przyjazne, może okazać sie sprawdzianem cierpliwości, aczkolwiek widoki rekompensują wiele. Schronisko na Śnieżniku ma niepowtarzalny klimat, za którym sie tęskni, obsługa bywa niemiła i ignoruje klientów. Góry Stołowe niewątpliwie są warte odwiedzenia, nawet dla tych, foto fanami gór nie są. No i, cała Ziemia Kłodzka ma wiele do zaoferowania zarówno zimą, jak i latem. Dzięki za miłe słowo, zapraszamy zatem w lepszą pogodę na dogłębne zwiedzanie innych atrakcji. Pozdrawiamy!

    1. Tak blisko macie od siebie na Jagodną, że aż niewiarygodne, że tylko słyszycie o tych smakołykach. Czas chyba najwyższy się wybrać i przekonać na własnym przełyku 😉 Co do Śnieżnika, to faktycznie może trzeba chwilę poczekać, aż ktoś podejdzie do lady ale mimo wszystko obsłużono nas z uśmiechem. Na Ziemię Kłodzką na pewno wrócimy. No i oczywiście dziękujemy za gościnę, macie niesamowity klimat u siebie w Jaśminowym Wzgórzu, dlatego jest to jedno z moich ulubionych miejsc noclegowych na mapie Polski.

      Pozdrawiamy 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s